Wielowymiarowy

Wielowymiarowy, Monumentalny Swiat Anny Socha

SLOWO, Kultura. 30 kwietnia – 4 maja 1997

BACK TO REVIEWS

To artystka o wyjatkowo interesujacej osobowosci tworczej. Jej podstawowym srodkiem wyrazu jest rysunek, zas tworzywem artystycznym papier. Wypracowala wlasny, oryginalny styl i wierna jest swojej estetyce. Grafitem na papierze tworzy niezwykly swiat ukladajacy sie w opowiesc o nieustajacej walce, jaka toczy sie miedzy silami ciemnosci i swiatlosci, opowiesc o zmaganiach dobra ze zlem we wspolczesnym swiecie i w nas samych. Metafizyczny charakter, symbolizm i uniwersalnosc tematu wyraznie zainspirowanego przez nature fascynuja widzow zarowno na jednej jak i drugiej polkuli swiata. Totez artystka w swoim dossier posiada nie tylko bogaty dorobek tworczy, ale rowniez imponujaca liczbe wystaw. Zarowno w Europie, jak i poza nia , na przyklad Jerozolima, Maroko, Stany Zjednoczone.

Niedawno prezentacja Pani obrazow odbyla sie w Omaha, amerykanskim miescie w stanie Nebraska. Wystawa trwala miesiac, od 16 marca do 17 kwietnia.

– Omaha to ciekawe miejsce, dziwne miasto polozone w samym srodku pol kukurydzianych, stanowi duze centrum kulturalne. Mieszka tam mnostwo artystow, co nadaje specyficzny klimat miastu. Wyznam szczerze, ze ta wystawa sprawila mi wiele radosci i dala sporo satysfakcji. Kazdy autor czuje sie szczesliwy, kiedy jego praca przemawia do odbiorcow.

Wystawa zostala opatrzona tytulem ‚ÄěHumankind-Earthkind”, podobnie jak prezentacja zima 1995 roku rowniez w Stanach Zjednoczonych, w Cincinnati.

– Tamta wystawa, podobnie jak obecna, takze miala charakter multimedialny. W dniu otwarcia odbyl sie koncert jazzowy, wziela udzial pisarka czytajaca fragmenty swoich najnowszych utworow, oraz tancerki z bardzo ciekawym ukladem choreograficznym przedstawiajacym trzy zywioly: wode, ogien i wiatr. Wszystko to stworzylo niecodzienny spektakl. Przyszlo mnostwo ludzi. Czulam sie znakomicie.

– Pomyslodawczynia byla pani Ewa Czarniecki, ktora tworzy opracowywane komputerowo fotografie. Polka z pochodzenia, od kilkunastu lat mieszka w Omaha. Bardzo jej sie podobaly moje obrazy i zaprosila mnie do wystawy.

– Rok 1995 byl ogloszony przez UNESCO rokiem ochrony srodowiska. Wystawa moich obrazow w Cincinnati, idea wernisazu, performance, multimedia, organizowano specjalnie na zakonczenie owego ekologicznego roku. Ten sam tytul i podobna formula wykorzystane zostaly przy wystawie w Omaha.

Przyznaje Pani, ze moze sie wydac co najmniej dziwny fact, iz Pani tworczosc ostatnio czesciej jest wystawiana za granica niz w Polsce.

– Tak sie sklada, ze otrzymuje zaproszenia z zagranicy. Przydalaby mi sie wystawa w Warszawie. Format moich prac cztero-szesciometrowych wymaga specjalnych warunkow, duzej przestrzeni.

To fascynujace, ze osoba o tak drobnej, delikatnej sylwetce jak Pani tworzy tak gigantyczne dziela.

– Nie potrafie wypowiadac sie w pelni w malej skali. Kiedy widz wchodzi miedzy te monumentalne obrazy, kiedy porusza sie wsrod nich, to odnosze wrazenie, ze wszedl w ten moj swiat przedstawiony, ze jest podmiotem w tym swiecie, ze wspolistnieje. A co najwazniejsze, ze odczuwa magiczna sile tego swiata i rozumie go.

Gdyby chciec opowiedziec tresc Pani obrazow, mozna sie dopatrzec w nich tematyki wrecz publicystycznej, a zarazem jest to monumentalny swiat doznan estetycznych. Pokazuje Pani co dzieje sie w gorze, na niebie, gdzie zwoje ciezkich olowianych chmur ,gnanych wiatrem, walcza ze soba, klebia sie. A wszystko to utrzymane w tonacji glownie szarej. Czernie i szarosci rozjasniane sa gdzieniegdzie smuga swiatla wydostajacego sie z jakiejs szczeliny, pekniecia czy rozdarcia. To tak jakby przyroda sprzeciwiala sie niszczacej dzialalnosci czlowieka nakazujacego jej by sluzyla mu w budowaniu antyekologicznych osrodkow przemyslowych, elektrowni atomowych, slowem tego wszystkiego, co prowadzi do skazenia, zatrucia, wybuchow nuklearnych itd. Ale jednoczesnie te wszystkie czernie poprzecinane refleksem swietlnym mozna odczytac jako nasycony liryzmem kawalek obloku. Ot, po prostu: bardzo piekny znak plastyczny. Czesto wystawia Pani swoje prace w roznych miejscach na swiecie. Co wlasciwie daja Pani te wystawy?

– Kazda prezentacje traktuje jako mozliwosc stworzenia nowej instalacji przestrzennej zbudowanej z moich prac. Mam wowczas okazje poszalec artystycznie w roznych warunkach.

Na przyklad raz jest to XV-wieczna mauretanska budowla, innym razem sa to zawieszone na drzewach obrazy tworzace iluzje okien. Calkowicie odmienne mozliwosci stwarza olbrzymie wnetrze teatralno-widowiskowe, gdzie juz sama przestrzen dodaje specyficznego znaczenia obrazom. Ponadto wystawa daje mi mozliwosc spojrzenia na moja tworczosc oczami widza. Nabieram wtedy dystansu do tego co zrobilam i juz rodza sie nowe pomysly. A w dodatku wystawy moich obrazow ciesza sie powodzeniem u zwiedzajacych, daje mi to wielka radosc. I jeszcze jedno: to, ze prace moje znakomicie sa odczytywane przez ludzi roznych kultur, roznych wyznan i tradycji, potwierdza, ze moj sposob wypowiedzi choc odrebny jest jednak uniwersalny.
Dziekuje za rozmowe.

Temida Stankiewicz-Podhorecka